Marszałek bez widzeń
Gazeta Stołeczna nr 39, wydanie waw z dnia 15/02/1995 JEDYNKA, str. 1Przez dwie godziny bezskutecznie próbowaliśmy dostać się do Józefa Piłsudskiego. Okazało się, że marszałek, przetrzymywany w Cytadeli, jest pilnie strzeżony. W poniedziałek odlany z brązu w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni pomnik Marszałka przyjechał do Warszawy. Ponieważ władze miasta nie ustaliły jeszcze, czy stanie on na pl. Piłsudskiego, na pl. Na Rozdrożu czy przy Belwederze, ustawiono go na terenie Cytadeli. By go obejrzeć i sfotografować, trzeba mieć przepustkę. W biurze przepustek kazano nam czekać dziesięć minut. Później kapitan Sikora obwieścił nam przez telefon, że nie możemy sfotografować pomnika, a osoba, która może wydać zgodę, będzie dopiero w przyszłym tygodniu. Sikora nie pozwolił nam nawet wejść i obejrzeć pomnika. - Nie wierzę "Gazecie Wyborczej" - uzasadnił odmowę. Nie pomogła nam też telefoniczna interwencja przewodniczącego Komitetu Budowy Pomnika Zygmunta Korwin-Sokołowskiego, który użył argumentu, że pomnik jest własnością narodu, a nie wojska. Ostatnią deską ratunku był zastępca dowódcy okręgu gen. Kazimierz Tomaszewski. Niestety - brał akurat udział w bardzo ważnej naradzie. Adiutant generała poradził nam, byśmy czekali, bo narada kiedyś skończyć się musi. Po jakimś czasie strażnik przekazał nam jednak, że pomnika nie obejrzymy, bo nie wiadomo, gdzie jest generał.
Źródło: GW