Reklama

AdSense:

Linki sponsorowane

Wybór czy przypadek

Gazeta Stołeczna nr 38, wydanie waw z dnia 14/02/1998 ANALIZA, str. 6

Doskonały fachowiec, czy raczej bezwzględny i sprytny mistrz kuluarowych gierek, znienawidzony przez większość byłych współpracowników? Od 27 stycznia na fotelu wojewody zasiada Maciej Gielecki, jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci warszawskiego samorządu. W staraniach o urząd wojewody pokonał trzech doktorów, byłego ministra, byłego wiceszefa kancelarii Lecha Wałęsy i NIK oraz znanego działacza podziemnych struktur "S". - Młody, ambitny, znawca samorządu, katolik ostentacyjne manifestujący swoją religijność, zręczny polityk wygrywający rozdania, w których pozornie nie ma żadnych szans - taki obraz nowego wojewody rysował się po pierwszych rozmowach z warszawskimi politykami. Nieco inaczej wspominali go byli bliscy współpracownicy: sprytny, bezwzględny, działający na granicy prawa. Opinie dobre i złe - Ma duże doświadczenie samorządowe, zna się na finansach gminnych. Myślę, że będzie dobrym wojewodą - mówił Andrzej Anusz (Nowa Polska-AWS), jeden z posłów, którzy podpisali się pod poparciem dla Macieja Gieleckiego. - Inteligentny, zdolny, zna się na samorządzie - komentował wybór prezydent Warszawy Marcin Święcicki (UW), nie zrażony faktem, że kilka tygodni wcześniej Gielecki jako radny gminy Centrum głosował za jego odwołaniem. - W komisji gminy Centrum współpracuje mi się z nim doskonale - opowiadał Ryszard Mikliński, lider SLD w Centrum. Mniej entuzjastyczne opinie wojewoda zbierał na prawicy. - Poważnym kandydatem był Pietkiewicz, ale dobrze, że wreszcie jest wojewoda - komentował Karol Karski (PC), wiceprzewodniczący sejmiku samorządowego. Znacznie gorzej oceniali nowego wojewodę samorządowcy z Ochoty. - Niezwykle konfliktowy, po swoich krótkich rządach na Ochocie pozostawił sprawy nadające się do zbadania przez prokuraturę - mówili. Absolwent bez dyplomu? Podczas wyborów samorządowych Maciej Gielecki w rubryce zawód wpisywał: "fizyk". Skądinąd wiadomo, że kończy Podyplomowe Studium Prawa i Admistracji. Sugerowało to, że ma magisterium z fizyki. Zapytany przez dziennikarza "Gazety", czy skończył studia, odparł: "Ja nie mam czasu teraz rozmawiać, bo mam spotkanie. Proszę się kontaktować z dyrektorem mojego gabinetu". O dyplom wojewody spytaliśmy na uczelni. - Uniwersytet Warszawski teczkę osobową z danymi studenta może pokazać jedynie w obecności samego zainteresowanego lub za jego pisemną zgodą - usłyszeliśmy w biurze informacji i promocji UW. Wątpliwości rozwiał dopiero szef gabinetu wojewody Grzegorz Wysocki. Po kilku dniach nękania go telefonami przyznał, że jego pryncypał nie ma tytułu magistra. Prawo i wyjątek Kolejna zagadka: Jak na podyplomowych studiach uniwersyteckich znalazła się osoba bez dyplomu? - Aby studiować w studium administracji, trzeba mieć dyplom ukończenia wyższej uczelni, czyli tytuł magistra albo inżyniera - mówi Danuta Ręczkowska z sekretariatu studium. - Robimy wyjątki przy przyjmowaniu studentów, jeśli dyplom magisterski bądź inżynierski przyniosą jeszcze przed rozpoczęciem nauki w studium. Natomiast absolutorium to u nas zdecydowanie za mało. - To prawda, że nie przyjmujemy do studium osób bez dyplomu - mówi prof. Jacek Jagielski, kierownik studium. - Jednak w stosunku do pana Gieleckiego uczyniłem wyjątek, chyba trzeci, odkąd jestem kierownikiem studium. Prof. Jagielski tak uzasadnia swoją decyzję: "Gielecki jest znanym działaczem samorządowym. Pozwoliłem mu więc na uczestnictwo w naszych zajęciach oraz na zdawanie egzaminów. Nie dostanie jednak zaświadczenia o ukończeniu studium, dopóki nie przyniesie dyplomu". ... i wyszedł na scenę W życiorysie wojewody aż roi się od nazw partii i organizacji społecznych. W latach 1990-91 należy do PC. Od 1991 - do ZChN. W 1992 r. zakłada Ochocką Izbę Gospodarczą i zostaje jej prezesem. W 1993 r. zakłada BBWR. Sukces (w 1993 r. zostaje na kilka miesięcy burmistrzem, a rok później dostaje się do rady gminy Centrum) przynosi mu jednak działalność w prawicowym komitecie Nasza Ochota, nie związanym bezpośrednio z żadną dużą partią prawicy. Jak dostał się na ochocką scenę polityczną? Andrzej Boguta (SLD) z zarządu Ochoty: - Na przełomie lat 80. i 90. miał warsztat samochodowy u zbiegu Koszykowej i Pięknej. Wiem, że robił coś przy samochodzie szefowej komitetu obywatelskiego. Ponoć bardzo go polubiła i zaprosiła do współpracy. Tę wersję wydarzeń potwierdza Grzegorz Buczek, były burmistrz Ochoty: - Do polityki wprowadziła Gieleckiego Irena Kaczkowska, szefowa komitetu obywatelskiego na Ochocie. Naprawiała u niego samochód. Gielecki zrobił na niej dobre wrażenie: młody, uprzejmy, znaczek "S" na ścianie. Wtedy mało kto miał odwagę wieszać takie rzeczy w miejscu, przez które przewijało się mnóstwo ludzi. Zdolny, ambitny Wkrótce Gielecki został jednym z czołowych działaczy ochockiego komitetu, od 1990 r. jest radnym i przewodniczącym rady Ochoty. Lata 1990-92 były dla ochockiego samorządu trudne. W tym czasie po głośnych sporach i awanturach doszło do odwołania dwóch burmistrzów i jednego wiceburmistrza. Cecylia Milczarek (PPS), wiceprzewodnicząca rady Ochoty pierwszej kadencji: - Po okresie komunizmu odziedziczyliśmy rady osiedlowe. To prawda, że były fikcyjną władzą. Jednak naprawdę pomagały ludziom starszym i samotnym. Organizowały zakupy, ciepłe posiłki; bywało, że najbiedniejszym kupowały pościel. Chciała więc zorganizować spotkanie przewodniczących rad osiedlowych i namówić do współpracy. Gielecki na to nie przystał. Nakazał przewodniczącym rad osiedlowych, by oddali klucze do pomieszczeń. - Tak nie zachowałby się samorządowiec z krwi i kości - komentuje Cecylia Milczarek. Jak zapamiętała Gieleckiego? - Zdolny, ambitny; otaczał się ludźmi, którzy go słuchali bez zastrzeżeń. Nie tolerował sprzeciwu. Niósł wilk... Grzegorz Buczek, działacz podziemnej "S", ekspert AWS, pierwszy burmistrz Ochoty z rekomendacji komitetu obywatelskiego "S" (W Warszawie w wyborach samorządowych 1990 r. komitety odniosły druzgocące zwycięstwo). Buczek był burmistrzem, a Gielecki przewodniczył radzie. Grzegorz Buczek: - Przewodniczący prowadził przeciw mnie kuluarową wojnę. Np. rozpowszechniał informacje, że ja i mój zastępca Jan Bernat jesteśmy Żydami. O mnie mówił też, że współpracowałem z SB. Buczek nigdy publicznie nie ustosunkował się do plotek o pochodzeniu. - To tak, jakbym przyznał, że bycie Żydem to zarzut, z którego trzeba się tłumaczyć - mówi. - Podobnie absurdalne były pomówienia o esbecką przeszłość. Byłem działaczem "S" od 1980 r., organizowałem audycje podziemnego radia. Buczek odszedł z urzędu: - Jestem architektem urbanistą, wróciłem do zawodu. Rezygnację złożył również jego zastępca Jan Bernat. ...ponieśli i wilka Po rezygnacji Buczka ogłoszono konkurs na burmistrza Ochoty. Zgłosiło się 27 osób. Wygrał Andrzej Hubl, inżynier budowlany, ekspert od spraw zarządzania. W latach 80. pracował na kontrakcie w jednej z największych hut stali w RPA. Za granicą skończył kursy zarządzania. O jego wyborze na burmistrza zdecydowała znajomość problemów bankowości, kredytowania inwestycji, biegła znajomość angielskiego. Zaraz po objęciu urzędu chciał zwiększyć dochody gminy, skutecznie ściągając opłaty od kupców. - Obliczyłem, że na targowiskach gmina traci co miesiąc ok. 1 mld starych zł. A kupcy chcieli płacić gminie - wspomina były burmistrz. Andrzej Hubl nie zrealizował swoich planów. Jego działania od razu trafiły na kontrę grupy ochockich samorządowców, wśród nich także Macieja Gieleckiego. - Naraziłem się też niektórym urzędnikom. Zabroniłem wielogodzinnych spóźnień pracowników urzędu i przyjmowania prezentów od sklepów i interesantów - mówi. Przyznaje, że popełnił błąd, nie zabiegając o szerokie poparcie radnych. Po czterech miesiącach burmistrzowania niechętni mu radni zjednoczyli się i odwołali ze stanowiska. Tym razem nie powiodło się również Gieleckiemu. Na obrady, podczas których rada odwoływała burmistrza, przyszli popierający Hubla mieszkańcy Ochoty. - Sprawy mieszkańców załatwiałem od ręki. Pewnie stąd to poparcie - wspomina Hubl. - Widząc, że mój los jest przesądzony, zażądali głowy Gieleckiego. Grozili, że będą okupować urząd. Radni przestraszyli się i razem z Hublem odwołali także przewodniczącego rady. Na fotelu burmistrza zasiadł Janusz Foks związany z Unią Demokratyczną. Niemoralny inwalida? Na szczyty lokalnej władzy Gielecki wraca już w 1993 r. W tym roku Ursus zostaje oddzielony od Ochoty i w nadzwyczajnym trybie odbywają się wybory samorządowe. Gielecki nie startuje na radnego, ale jego prawicowe ugrupowanie zwycięża w wyborach i forsuje go na burmistrza. Andrzej Hubl: - Gielecki działa skutecznie. Przebiegły i bezwzględny. Nie poddaje się i po porażkach nagle znów pojawia się na scenie politycznej. Gielecki swoje burmistrzowanie na Ochocie rozpoczyna od walki o moralność. Oskarża poprzedniego burmistrza Janusza Foksa o nieprzystojne zachowanie na balu karnawałowym w hotelu Sobieski. Mówi dziennikarzom, że ma dokumentujące skandal nagranie wideo, ale nikomu nie chce go pokazać. Nie ujawnia taśmy nawet wtedy, gdy urażony Foks, starszy już człowiek i inwalida poruszający się o kulach, zapowiada proces o zniesławienie. Nagranie pozostaje tajemnicą do dziś. Andrzej Hubl po porażce na Ochocie zdecydował się kandydować z listy UW na radnego gminy Centrum. - Tuż przed wyborami w 1994 r. Gielecki poszedł do sztabu Unii. Powiedział, że moja kandydatura jest niepewna, bo mam ojca, który za komuny współpracował z SB i szefował ochockiemu wydziałowi paszportów. Tymczasem ojciec całe życie przepracował jako chirurg - wspomina Hubl. Jednak sztab wyborczy Unii skreślił Hubla z listy. Hubl odwołał się potem w tej sprawie do sądu koleżeńskiego UW. Zrażony długimi terminami rozpraw zrezygnował z dochodzenia swoich praw. Fajerwerk nie wystrzelił Gielecki w wywiadzie dla "Życia Codziennego", zaraz po objęciu burmistrzowania: "Mówimy o sześciomiesięcznej kadencji, to bardzo niewiele czasu. Można powiedzieć, że jest to rada i burmistrz zimowy. Zima to okres zamknięcia wszelkich możliwości inwestycyjnych. Nie można budować kanalizacji, stawiać domów (...)". Wbrew tym zapowiedziom zarząd pod przywództwem Gieleckiego zaczął budować. Przy ul. Częstochowskiej 3A, między domami, miała wyrosnąć komunalna plomba: 12 mieszkań za 3,9 mld starych złotych. Ogłoszono przetarg. Pierwszy etap przeszło 18 firm. W drugim znalazło się siedem. Na 28 stycznia 1994 r. zaproszono całą siódemkę. Wiceburmistrz Andrzej Hancyk powiedział wtedy, że rozstrzygnięcia nie będzie ("brak stosownej dyspozycji rady dzielnicy"). Zaraz potem przetarg nieograniczony zamienił w ograniczony. A do starających się o kontrakt dołączyła niespodziewanie SBM-Centrum. Wpłaciła wadium w dniu przetargu, wygrała i przystąpiła do pracy. Andrzej Borkowski: - Ten dom miał być fajerwerkiem przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi, ale nie udało się. Trochę to wszystko było naiwne: w lutym zaczyna się robić projekt domu, który ma być gotowy w październiku. To tempo dobre dla budowy domków kanadyjskich, a nie budynku w zwartej zabudowie. Przy kopaniu dołu pod fundamenty uszkodzono kable telefoniczne i instalacje wodne. Potem wykonawca, lekceważąc ekspertyzy budowlane, doprowadził do pęknięcia ściany sąsiedniego budynku. O dotrzymaniu terminu nie było mowy. W końcu SBM-Centrum zbankrutowała, pozostawiając po sobie rozgrzebany plac budowy. Andrzej Borkowski: - Po upadku Centrum wahaliśmy się, czy budować dalej. Przeważył jednak pogląd, że mieszkania komunalne są potrzebne. Komisja, policja, prokurator Już po wyborach w 1994 r. samorząd Ochoty postanowił skontrolować okoliczności budowy domu przy ul. Częstochowskiej. W protokołach radni- kontrolerzy piszą, że nie znaleźli uzasadnienia, którym komisja konkursowa tłumaczyłaby wybór SBM-Centrum. Wykryli, że jej oferta nie była najtańsza. A szef SBM-Centrum Roman Trybuch dostał plenipotencje od wiceburmistrza Andrzeja Hancyka jeszcze przed oficjalnym rozstrzygnięciem przetargu. Komisja wykryła też, że - mieniący się prawicowym - zarząd Ochoty pod przewodnictwem Gieleckiego zlekceważył roszczenia dawnych właścicieli działki (o niejasnym stanie prawnym działki wiedziano na Ochocie od 1948 r.). Protest dawnej właścicielki trafił na biurko Macieja Gieleckiego 14 maja 1994 r. Ten jednak nie zareagował. Wkrótce potem właścicielka, starsza już kobieta, zmarła. Z protokołu komisji rewizyjnej: "Zarząd gminy nie miał prawa dysponowania działką (...) do zakończenia postępowania [dotyczącego roszczeń byłej właścicielki - red.] ostateczną decyzją sądu". Teraz Częstochowską zajmują się policja i prokuratura. - Prowadzimy postępowanie wyjaśniające. Na razie nic nie mogę powiedzieć. Pod koniec lutego zdecydujemy, czy skierujemy w tej sprawie akt oskarżenia - mówi Marta Białobrzeska, zastępca prokuratora rejonowego na Ochocie. Akceptata, decenat, mineranda Gielecki już jako przewodniczący rady i burmistrz zasłynął jako dość niekonwencjonalny mówca. Po urzędzie krążyły zeszyciki, w których zapisywano co słynniejsze powiedzenia Gieleckiego: "akceptata", "decenat", "unieczynnienie urzędu", "wsteczne koło zamachowe", "slamizacja Ochoty", "formalne omnipotencje urzędników", "formalne wykształcenie do udzielania wywiadów", "mineranda". - Decenat to - według definicji Gieleckiego - obszar decyzyjny. Mówił, że coś jest poza decenatem. Stworzył to chyba, łącząc dwa słowa: diecezja i decyzja - opowiadają ochoccy urzędnicy. Dziś znaczenia niektórych jego neologizmów nikt już nie pamięta. Np. nie wiadomo, co kryło się pod słowem "mineranda". Spalone pieczątki W połowie 1994 r. zakończyła się kadencja samorządu. Gielecki wystartował z prawicowego komitetu Nasza Ochota. Ochoccy samorządowcy wspominają, jak przed wyborami razem z byłym wiceburmistrzem Hancykiem leżeli krzyżem w kościele parafialnym przy pl. Narutowicza. Zaskoczyły ich także nowe słupy ogłoszeniowe. Stanęły w najbardziej ruchliwych miejscach dzielnicy tuż przed odejściem Gieleckiego z urzędu, krótko przed wyborami. Każdy oblepiony plakatami wyborczymi jego komitetu. Wybory nie spełniły oczekiwań prawicy. Zawiązano samorządową koalicję UW-SLD i obie partie podzieliły się strefami wpływów. Stanowisko dyrektora Ochoty przypadło Unii. Andrzej Borkowski wspomina swój wybór. Opowiada, jak sesję wizytowała pewna "mieszkanka Ochoty". Komisja liczyła głosy, a mieszkanka podeszła do prezydenta: - Zarzuciła mu, że przynosi dyrektora dzielnicy w teczce, nie wiadomo skąd i dlaczego. A przecież jest wśród nas pan Gielecki - dobry burmistrz, który mógłby dalej rządzić dzielnicą. Marcin Święcicki był wyraźnie zakłopotany. Sytuację uratowała jedna z radnych. - "Panie prezydencie, jeśli pan nie wie, z kim rozmawia, to przedstawię - to matka byłego burmistrza Ochoty" - relacjonuje Borkowski. Andrzej Boguta: - Matka pana Macieja czyniła także awanse SdRP. Odwiedziła Rozbrat [siedziba lewicy - red.]. Przekonywała: syn nie jest taki zły. To nieprawda, że czerwonych nie lubi. Apelowała. by nie robić mu krzywdy i dać stanowisko dyrektora zarządu dzielnicy. Mimo agitacji "mieszkanki Ochoty" zwyciężyły racje koalicjantów. Andrzej Borkowski został dyrektorem Ochoty. - Kadencja nowego zarządu zaczęła się od palenia pieczątek - wspomina Boguta. - Spotkaliśmy się w środku nocy w pokoju burmistrza. Gielecki i jego dwóch zastępców zdecydowali, że będą niszczyć pieczątki. Pamiętam, jak Maciej Gielecki ciął każdą na drobne paski. Potem płonęły w popielniczkach. Rozeszliśmy się po godzinie tego palenia. Zazwyczaj ustępujący urząd zdaje pieczątki do zniszczenia w zalakowanych kopertach. Masowe ucieczki z urzędu Urząd Ochoty przeżył pod rządami Gieleckiego rewolucję. Nowy burmistrz zabrał pieczątki kierownikom architektury i geodezji. Wszystkie decyzje architektoniczne, od zgody na postawienie płotu do budowy domu, podpisywał osobiście lub zlecał to zastępcy. Dla doradcy burmistrza ds. mieszkaniowych zorganizował jednoosobowe biuro zdrowia. Urzędnicy nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego. - Opieka zdrowotna nie leży w kompetencji gminy - dziwią się. Przed nowym zwierzchnikiem urzędnicy zaczęli masowo "uciekać" na zwolnienia lekarskie. Po zmianie kadencji bardzo szybko wyzdrowiało siedem osób. - Jestem zadowolony z pracy ludzi, którzy wyzdrowieli - mówi obecny dyrektor Ochoty. Nietrafny wybór Jedną z najbardziej kontrowersyjnych zmian zarząd Ochoty pod przewodnictwem Gieleckiego przeprowadził w gminnym ośrodku pomocy społecznej. Zwolnił Iję Ostrowską, m.in. za to, że "podejmowała decyzje kadrowe i finansowe bez konsultacji z burmistrzem". Jej miejsce zajął Jacek Dobroczyński, z wykształcenia politolog. Jedna z kontroli obecnego zarządu wykazała, że Dobroczyński z pieniędzy przeznaczonych na pomoc społeczną zdefraudował 500 mln starych zł. - Na trop przestępstwa wpadliśmy przez przypadek - mówi dyrektor Borkowski. - Dotarliśmy do rodziców, którym gmina refundowała pieniądze za leczenie dziecka chorego na porażenie mózgowe. Okazało, że dostali jednorazową pomoc. Tymczasem z dokumentów w ośrodku pomocy społecznej wynikało, że gmina wypłaciła im pieniądze trzykrotnie. Urzędnicy zaczęli sprawdzać kolejne osoby, którym ochocki ośrodek pomocy społecznej udzielił pomocy. Doszukali się kolejnej fikcyjnej wypłaty. O wykrytej malwersacji Urząd Ochoty zawiadomił prokuraturę. Sprawa jest w toku. Grzegorz Buczek: - Wojewodowanie Gieleckiego to dowód na brak kanałów informacyjnych wewnątrz AWS. Jestem przekonany, że gdyby premier Buzek znał ochocką przeszłość obecnego wojewody, nie podpisałby tej nominacji. Sokratejskie milczenie? - Proszę dać wojewodzie czas na zapoznanie się z urzędem. W najbliższych dniach nie będzie odpowiadał na żadne pytania - mówi nękany przez nas telefonami dyrektor ds. mediów w urzędzie wojewody Zygmunt Gutowski. - Chcemy tylko poprosić wojewodę, by ustosunkował się do negatywnych opinii dotyczących jego przeszłości - nalegamy. Wojewoda rozmawiać w ogóle nie będzie - pada odpowiedź ° Podwójna reforma Warszawscy politycy są zgodni, że wojewoda warszawski stanie przed trudnym zadaniem przygotowywania i wprowadzania w życie reform ustrojowych państwa. Rząd zapowiada rychłe wprowadzenie powiatów i nowych, samorządowo-rządowych województw. W Warszawie tę operację dodatkowo utrudni wadliwy ustrój stolicy (stołeczny samorząd działa od 1994 r. w oparciu o specjalną ustawę). Zdaniem ekspertów i warszawskich radnych ustrój stolicy trzeba uzdrowić jeszcze przed wprowadzeniem powiatów. Warszawę czeka więc podwójna reforma. Prócz działań bieżących (np. zarządzanie finansami służby zdrowia czy służb ratowniczych) wojewoda będzie musiał pełnić rolę pośrednika między przygotowującym reformy rządem a samorządem. ° Jak do tego doszło Wrzesień '97: Po wyborczym zwycięstwie AWS jest jasne, że na stanowisku wojewody warszawskiego nastąpi zmiana. Bohdan Jastrzębski objął urząd co prawda z "rozdania solidarnościowego" (mianował go jeszcze premier Mazowiecki). Jednak w ostatnich latach zyskał sobie opinię polityka uległego wobec koalicji SLD-PSL. Premier Buzek, który może mianować wojewodów bez oglądania się na opinie lokalnych działaczy AWS, przyjmuje zasadę, że nie będzie lekceważył ich zdania. Listopad '97: Dzięki Maciejowi Jankowskiemu (jako szef regionu "S" dysponuje połową głosów) okręgowe rady AWS przegłosowują poparcie dla Macieja Białeckiego (dr chemii, szef warszawskiego sztabu wyborczego "S") i Zbigniewa Eysmonta z SKL (minister ds. promocji gospodarczej w rządzie Suchockiej). Większość warszawskich polityków AWS chce jednak, by wojewodą został Antoni Pietkiewicz (były wiceprezes NIK, zastępca szefa kancelarii Lecha Wałęsy). Jankowski wetuje kandydaturę Pietkiewicza, widząc w nim polityka zbyt mocno uzależnionego od braci Kaczyńskich i PC. Grudzień '97: Eysmont deklaruje gotowość do rezygnacji z ubiegania się o urząd wojewody. Twierdzi, że przedłużający się stan tymczasowości w urzędzie wojewódzkim szkodzi stolicy i całemu państwu. Początek stycznia '98: Skupieni wokół Jankowskiego politycy dochodzą do wniosku, że patową sytuację przełamie kandydatura Krzysztofa Mordzińskiego (dr nauk technicznych, prezes Głównego Urzędu Miar). "Obóz Jankowskiego" liczy, że Mordzińskiego poprze część byłych stronników Pietkiewicza. Jednak Pietkiewicz nie traci ani jednego głosu obozu: "PC-ZChN-działacze >>S<<" skupieni wokół Andrzeja Smirnowa, wiceprzewodniczącego mazowieckiej "S". 21-22 stycznia '98: "Obóz Jankowskiego" wysuwa kolejne kandydatury: Krzysztofa Mularczyka z Ruchu Stu (dr nauk społecznych, przed 1989 r. na emigracji w Wielkiej Brytanii, był tam m.in. radnym Londynu i działaczem Partii Konserwatywnej), Konrada Sillera (SKL, działacz podziemnej "S") i samorządowca Macieja Gieleckiego. Weekend 24-25 stycznia: Maciej Gielecki, zaproponowany przez "obóz Jankowskiego", a poparty dodatkowo przez grupę posłów ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich (wcześniej stojących za Pietkiewiczem), uzyskuje najszersze poparcie warszawskiej Akcji. 26 stycznia: Dzięki głosom prawicy i SLD sejmik samorządowy daje Gieleckiemu pozytywną opinię. 27 stycznia: Z rąk premiera Buzka Gielecki odbiera nominację na wojewodę warszawskiego.

Źródło: GW



masaż bańką chińską warszawa Powermed transport princes-amrita.com katalog stron